Serdecznie gardzę (co rzadko mi się zdarza) filmami, w których ścieżka dźwiękowa to przypadkowe utwory wciśnięte tylko „aby były”. Muzyka w filmach to coś szalenie ważnego, chociaż niewielu ludzi zdaje sobie z tego sprawę. To nie przypadek, że z „Dirty Dancing” najbardziej kojarzycie scenę z „Time of my life”, „Młodzi Gniewni” to „Gangsta’s Paradise”, a „Titanic” będzie zawsze kojarzył się tylko z „ My Heart Will Go On ”. Ja szczególnie upodobałem sobie filmy, w których muzyka poza istotnym elementem całości, jest też ważną częścią w fabule.
I właśnie o takich pięciu filmach dzisiaj opowiem. Let’s rock!