Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cRpg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cRpg. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 czerwca 2015

Powrót do czasów...


źródło: www.miastogier.pl

Każdy z nas zastanawia się czasem jak by to było gdyby żył w tych czy tamtych wiekach. niektórzy chcą się przenieść do starożytności inni jedyne 100 lat wstecz.  Powstało wiele gier opartych na tym pragnieniu. Jedną z nich jest The Guild 2 Wenecja.

źródło: www.ign.com

Gra reklamowana jest jaki mix crpg i gry ekonomicznej. Jak dla mnie bardziej przypomina to drugie, ponieważ naszym głównym zadaniem jest jak największe bogacenie swojego rodu i wygryzienie pozostałych dynastii. Mamy kilka profesji: uczony, rzemieślnik, gospodarz, łotrzyk a każda z nich ma swoje zawody. Ciekawe jest to, że musimy sami dbać o przetrwanie naszej dynastii...trochę jak w Simsach, romansujemy, płodzimy potomstwo etc. Co ciekawe, jeśli zajmiemy się polityką, możemy nawet zostać królem Włoch.

źródło:taigame.org

Gra jak na 2006 roku zachwyca grafiką. Jest prosta, ale ładna. Zdarzają się bugi, ale bardziej bawią niż denerwują. Jeśli chodzi o interfejs to też jest bardzo dobry. Jedyne, ale mam do okna "grywalnych" postaci bo możemy decydować o losie 3 naraz (co jest mega wkurzające gdy twoja dynastia się rozrasta i masz ok 7 osób w rodzinie).

źródło: www.giantbomb.com

Grę polecam z całego serca. Przede wszystkim fanom gier ekonomicznych, strategicznych bo ta gra nie tylko uzależnia, ale i wciąga. Trzeba czasem nieźle pokombinować, by dynastia stała się bogatą i szanującą się rodziną szlachecką.

sobota, 9 maja 2015

Mroczna strona życia


Wampiry od zawsze fascynowały miliony ludzi. Są szybkie, bystre, zabójcze czasem straszne czasem zabójczo piękne. Na szczęście sukces powieści Stephenie Mayer nie zepchnął ich do roli wesołych, przyjaznych wegetarian na zawsze. A może to wynik tego, że już wcześniej były mocno usytuowane w horrorach sprawił, że nie tylko ja, ale i tysiące innych ludzi nadal fascynuje się tymi niezwykłymi istotami. Z pewnością każdy fan krwiopijców chciałby się wcielić w jednego z nich chociażby na kilka godzin by móc poczuć tą MOC. Dzięki grze Masquerade Bloodline jest to możliwe. 


Na początek wybieramy sobie postać, jedną z siedmiu klanów. Każdy z tych wielkich rodów wampirzych ma swoją własną mroczną historię, a związku z tym różne mocne i zdolności. Gdy już wybraliśmy swojego ulubieńca zaczyna się rozgrywka, która jest po prostu.....nieziemska! Ciężko się oderwać, chociaż gra pochodzi z roku 2004 (to już prawie prehistoria, co nie? :) ). Może własnie ta "starość" sprawiła, że mimo luk w grafice (chociaż jak na czasy kiedy została wydana to WOW) świetnie można wczuć się w klimat wielkiego, brudnego miasta, którego my stajemy się częścią i zaczynamy okrutną grę w świecie wampirzej polityki. 

 Do przejścia mamy wiele questów oraz misji pobocznych. Wiele z nich są jak wyjęte z horroru, chociaż nie podejrzewało by się początkowo o to tej gry. Mamy też duży rozrzut pomiędzy długością niektórych kampanii. Jedne skończymy w ciągu pół godziny gry inne będziemy ciągnąć, aż do pojawienia się ostatniej sekwencji ruchów jakie wykonamy.


Grę polecam zarówno tym, którzy kochają wampiry, aż do grobowej deski jak i tym, którzy za nimi nie przepadają. Bowiem każdy znajdzie tu coś dla siebie. Trochę strachu, trochę humoru. Kto co lubi :) W końcu mroczna strona życia nie musi zawsze oznaczać samej makabry :) 

środa, 15 kwietnia 2015

Filary Wieczności,czyli jak odzyskałem wiarę w RPG.

Gatunkiem gier RP przez dłuższy czas zawładnęły tytuły, dzięki którym dobrze się bawiłem, a ich historie były zwykle całkiem zajmujące, jednak brakowało w nich tej dawnej, zaginionej złożoności i docenienia intelektu i woli gracza.Serie Mass Effect,  Dragon Age, czy nowy Deus Ex, były niezmiernie udanymi produkcjami do których nie mam większych zarzutów-podążanie za historiami ich bohaterów, było nad wyraz interesujące i nie żałuję poświęconego im czasu. Jednak ciągle czekałem na tytuł, przywracający mechaniki którymi kierowały się gry tego gatunku, na długo przed powstaniem modnego kołowego menu wyboru kwestii dialogowych.
Za większego lub mniejszego młodu miałem do czynienia z grami takimi jak Baldur's Gate, Fallout, czy Planescape: Torment. Kto grał i pamięta ten pewnie już wie, za czym tęsknię.
Ściany tekstu, opisującego świat wokoło, długie rozmowy, dziesiątki opcji dialogowych, zamiast kółeczka dobra-neutralna-zła odpowiedź, karty postaci podobne do tych używanych w papierowych grach tego typu i masy, masy statystyk. Te gry można było przechodzić od nowa dziesiątki razy i dalej odnajdywać coś nowego. Chciałbym przesadzać, ale mojego osobistego ulubieńca, Fallouta 2, ukończyłem do tej pory z 10 razy- chociażby po to, żeby pograć postacią z inteligencją 1 a charyzmą 10 (gdzie jak się domyślacie 1 to totalne dno, a dyszka oznacza absolutne bóstwo w danej dziedzinie) i patrzeć, jak swoim dzikim pohukiwaniem kompletuje drużynę i pokonuje wielkie zło, przy okazji będąc najbardziej urodziwym dzikusem na pustkowiu. Swoją drogą na przykładzie Fallouta 2 mogę wytłumaczyć większość tego, co  nie gra w dzisiejszym gatunku erpegie.
Mogłeś być każdym-od kreacji postaci i określania punktowo jej wieku, charyzmy, inteligencji, siły i tak dalej, po jej ,,perki", czyli umejętności, typu jesteś większy i mocniej walisz w mordę, ale z racji swojej postury wolniej się poruszasz. Wybierałeś główne biegłości swojej postaci,określałeś,czy chcesz mieć 75% szans trafień bronią palną,w zamian za to, że będziesz miał tylko 35% w rozbrajaniu pułapek itp i po godzinie mogłeś zaczynać.
Chciałeś charyzmatycznego i inteligentnego dryblasa, który był tak pechowy, że w każdej walce trafia go rykoszet z własnej broni? A może całkowitego idiotę, który potrafi tylko sklecić ,,Moja lubić Twoja!", ale za to otworzy każdy zamek i jest najzręczniejszym drabem na świecie? Co tylko wymyśliłeś, mogłeś przywołać do życia, bo dobór statystyk pozwalał niemal na wszystko. A potem dochodził świat, setki tysięcy linii dialogowych, dowcipów, lokacji, postaci, sprzętu, zadania znajdowałeś gadając z ludźmi, a nie widząc znak ,, ! " na mapie. Grając postacią zrobioną na serio,z dość wysoką inteligencją i charyzmą, nie było rozmowy,w której nie mogłem wybrać opcji dialogowej zgodnej z moim charakterem. No i dochodziły osiągnięcia karmiczne, czyli co o Tobie słychać w świecie. Mogłeś być bokserem.Albo aktorem porno (jeżeli miałeś odpowiednio wysoką zręczność, to nie żart) . Mogłeś mieć żonę. A mogłeś żony nie mieć (na przykład sprzedając ją w niewolę). Po miastach biegały dzieci, a jeżeli jakieś miało czelność się z Ciebie nabijać, gdy grałeś wielkim złym, mogłeś zasunąć dzieciakowi z sierpowego, albo zastrzelić ( to,co myśleli po tym o Tobie mieszkańcy danej społeczności, to inna sprawa). Obecny był hazard, a postać mogła się uzależnić od używek albo leków. Wolność i złożoność , wszystko za co kocham stare RPG.
,,Dobra koleś, łapię, lubisz Fallouta, ale o co Ci właściwie chodzi?" Ano o to,że pierwszy raz od czasu tamtych gier, miałem ostatnio okazję zagrać w nową produkcję, która okazała się takim ,,starym dobrym" role playem(Po drodze był jeszcze Wasteland 2, ale o rany, jak ta gra ssała w moim przeświadczeniu-gdy w nią grałem, płakałem nad zmarnowanym potencjałem).
Studio Obsidian Entertainment, które wcześniej brało udział w produkcji Neverwinter Nights 2, czy Fallouta:New Vegas, postanowiło, że zrobi pierwszą grę jako samodzielne studio. W modny zachodni sposób postawili zbiórkę na Kickstarterze, w której ludzie pozbawieni w równym stopniu co ja kontaktu z rzeczywistością na rzecz biegania po wirtualnych światach i rozwiązywania cudzych problemów, z ochotą oddali im prawie 4 miliony dolarów na grę, która miała przywrócić gatunkowi dawną głębię. Przeczytałem o tym kiedyś, powiedziałem pod nosem ,,ta,jasne" i zapomniałem o tym, aż do niedawna.
Ludzie w internecie od pewnego czasu po prostu padają na kolana przed ich dziełem, zatytułowanym
Pillars of Eternity. Zapaliło to we mnie nikły płomyk nadziei, więc wysupłałem dla Gabena i jego parnej platformy trochę grosza i kupiłem to cacko. I jezusmaria jakie to dobre.
Tworzenie postaci, z wybieraniem jej pochodzenia, statystyk, profesji, biegłości, wyglądu, czy rasy? Jest. Świat opisany całą masą tekstu, przez co musisz robić czasem kilkuminutowe przerwy, by przeczytać cały opis postaci którą spotykasz, tego co do Ciebie mówi i wybrania właściwej dla siebie odpowiedzi. Jest? No jest. Rozwój jest, skomplikowany system, oparty o ten z planszowego D&D, w którym gra wylicza na bieżąco pierdylion statystyk, i tego jak Twoja umiejętność +3 do odporności i rasowa premia +1 do ataku, w połączeniu ze statystykami broni i pancerza Twojego i przeciwnika, wpłynie na jakość uderzenia, potem rzuci wirtualnymi K20, by sprawdzić, czy masz szansę na krytyki-też jest. Poziom trudności, przez który nawet na łatwym dostaję łomot, bo na modłę nowoczesnych gier tego typu wierzę, że w pierwszym mieście do którego przyjdę, każdy będzie mi równy i będę szychą dzielnicy, co okazuje się być bardzo odległe od prawdy, również jest obecne.
Plus fabuła, będąca klasycznym fantasy, gdzie nasz bohater był sobie nikim (no, o tym jakim nikim i co robił wcześniej decydujemy przy tworzeniu postaci) i nagle łup, dzieje się coś co sprawia, że stajemy się jedyną nadzieją świata, który akurat teraz musi się sypać na łeb wszystkim dookoła, ale będąca na tyle zajmującą, że nie korzysta bardzo ze schematów, przez co jeszcze ani razu nie trafiłem jak to zwykle bywa, kto zginie, albo co się stanie za 5 minut. No i wszyscy ludzie (eh,humanoidy?), którzy wylądują w Twojej drużynie, mają charakter, nie na Masefektowej zasadzie ,,przyjdź do mnie do pokoju na statku, popłaczę trochę, a potem wybierzesz czy mi pomożesz, czy nie i  przez to nie będziemy się lubić/będziemy się lubić i umrę na końcu/nie umrę na końcu". Twoje wesołe przydupasy na bieżąco komentują wspólne poczynania i często mają odmienne zdanie na każdy temat. Jeżeli im coś obiecasz i tylko dlatego poszli z Tobą, a będziesz robił wszystko inne, to stwierdzą że idą szukać tego samemu, a warto o nich dbać,bo po pierwsze samemu zginiesz marnie,a po drugie ogólnie są bardzo uroczą bandą - macie tutaj na przykład bardzo dostojnego maga, w którym w wyniku pewnego wypadku mieszka dusza bardzo frywolnej wiejskiej dziewuchy. I czasami dochodzi do głosu.
Gra jest tym czego chciałem, dopuszcza wydarzenia, które w normalnym erpegu sprowadzałyby się do wyboru między A albo B,a tutaj dopuszczają opcję C lub D (jest bardzo zły hrabia, ale ma powody do bycia złym jak się potem okazuje,jest też bardzo dobry nie-hrabia rebeliant, chcący ,,dla dobra ludu" zająć tron dzielnicowy dla siebie. Normalnie trzeba byłoby wybrać stronę. Tutaj zabiłem ich obu i zostawiłem wieśniaków bez żadnego władcy, bo obaj byli idiotami w moim przekonaniu), jest całkiem ładna, bo z tego co wiem, hula na silniku Unity, czyli nie jest źle. Są towarzysze, są masy questów, są przygody i smoki i wszystko co tam sobie chcecie od świata fantasy. Nieco bolą rozmiary lokacji, które nie imponują, a AI przeciwników da się czasem okantować ( typu jakiś przywołany szkielet w wyniku tego,że boss rzucał na niego zaklęcie strachu, biegał w kółko, a boss biegał za nim, więc włączyłem muzykę z Benny Hilla i wytłukłem głupiutkiego biedaka z daleka czarami i łukiem, bo gonił go hardo aż do końca. )
Aha i możecie mieć kota-zombie.
Kota zombie!